Serbsko-czarnogórskie reakcje na wydarzenia w Ukrainie

Serbsko-czarnogórskie reakcje na wydarzenia w Ukrainie

Tematy polityczne i historyczne nie są moją domeną. Dziś jednak mała odmiana. Świat się zmienia, Europa od 24 lutego, nie jest już tym samym miejscem. Nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy walczą o swój kraj, a Polacy walczą z całych sił, by wesprzeć w tym trudnym czasie Ukraińców. W Polsce niemal od razu ruszyły akcje wsparcia, zbiórki pieniędzy, żywności, odzieży. Nasze media kipią treściami dotyczącymi rosyjskiej agresji, zdecydowanie ją potępiając. A jak jest w Czarnogórze? Oraz w Serbii?

No właśnie, w związku z tym drugim krajem otrzymałam dużo pytań na Instagramie. Media obiegła propagandowa okładka czasopisma Informer, informująca o… napadzie Ukrainy na Rosję. Szok wywołał też fakt, że w Belgradzie odbył się marsz poparcia dla Rosji. Dlaczego tak się stało? No właśnie – dlaczego?

Dlaczego?

Ehhh, nic nie jest białe, ani czarne. Absolutnie nie popieram postawy Serbów i przyznaję, że sama od ponad miesiąca mam duży kryzys mojej bałkańskiej pasji. Osoby, które miałam za cechujące się wiedzą, otwartym umysłem, czy tolerancją, nagle okazały się pełne uprzedzeń i wierzące ślepo w propagandę. Po niektórych rozmowach ze znajomymi z Czarnogóry, czy Serbii, ręce mi po prostu opadają. Jednak gdzieś podświadomie wiem skąd to wynika. Historia, doświadczenia, otoczenie… To wszystko ma znaczenie! A historia Bałkanów, jak wszyscy wiemy, jest skomplikowana i pełna konfliktów.

Treści, które pojawiały się w wielu miejscach na polskim instagramie – tu od @po.prawnie i @czterystronyswiata

Jugosławia 1999

Pierwszym krokiem, i chyba najważniejszym, do zrozumienia zamiłowania Serbów do Rosji, jest zaznajomienie się z wydarzeniami kryjącymi się pod nazwą Operacja Allied Force.

Balkanblend napisała na swoim Instagramie „Czy jest wiele podobieństw pomiędzy atakiem Rosji na Ukrainę a wojną lat 90-tych na Bałkanach? To pytanie dosyć często nasuwa się czy to w wypowiedziach, artykułach czy zwykłych rozmowach. Moim zdaniem i tak, i nie. Zacznijmy od tego, że wbrew temu co piszą media, wojna w Ukrainie to nie jest pierwszy od 80 lat konflikt na europejskim terytorium. Tytuły grzmiące, że „wojna powróciła do Europy” to nie tylko zwykła ignorancja, brak znajomości historii i krótka pamięć, ale też wyraz, najczęściej nieuświadomiony, tego, że wojna, która wybuchła w wyniku rozpadu Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii, choć krwawa i znana wszystkim, nie do końca była „wojną europejską”, wojną o dominację wielkich mocarstw, wojną o wpływy czy po prostu wojną dobra ze złem. W potocznej świadomości opinii publicznej, wielu dziennikarzy i co najgorsze polityków Zachodu była to bratobójcza wojna domowa, wojna „dzikich, nieznanych plemion”, często wojna religijna, czy też w ogóle wojna „nie do końca wiadomo o co” i wojna „w której wszystkie strony były winne”…”. To bardzo ważne słowa! Koniec XX wieku był na Bałkanach krwawy, a większość z nas już o tym zapomniała. Obecnie mieszkańcy dawnej Jugosławii patrzą na sytuację w Ukrainie z jednej strony ze współczuciem (sami niedawno przeżyli wojnę), ale z drugiej strony – z poczuciem niesprawiedliwości, że im nikt tak nie pomagał, nie walczył o nich. Sytuacją w Ukrainie żyje cała Europa, a Bałkany od zawsze są beczką prochu – taki już ich zwyczajny los.

Jedne z ostatnich krwawych wydarzeń, które niosły za sobą wiele ofiar miały na Bałkanach miejsce w 1999 roku w dzisiejszej Serbii. Były wynikiem… operacji pokojowej NATO.

Wprowadzenie – tło operacji

Rozpad Jugosławii to proces, który teoretycznie odbył się na przełomie 1991 i 1992, a praktycznie, dla wielu, zakończył się rokowaniami w Dayton w 1995 roku. Po tym wszystkim pozostała jeszcze kwestia Kosowa! Dla Serbów Kosowo uznawane jest za kolebkę i ziemię, która zwyczajnie im się należy. Jednak w latach dziewięćdziesiątych teren ten zamieszkiwany był już głównie przez kosowskich Albańczyków (Kosowian/Kosowarów), którzy wykazywali dążenia autonomiczne. Rząd Slobodana Miloševicia zdecydowanie potępił chęci niepodległościowe Kosowa. Stopniowo ograniczano autonomię tego terenu. Liczne napięcia na linii Belgrad – Prisztina spowodowały utworzenie Armii Wyzwolenia Kosowa (UÇK), a kolejno wojnę partyzancką. W 1998 roku Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęła rezolucję zdecydowanie potępiającą nacjonalistyczną działalność armii jugosłowiańskiej na terenie Kosowa. Próbowano załagodzić konflikt poprzez rozmowy pokojowe, jednak wojsko Jugosławii nie przerwało nawet represji na ludności cywilnej. NATO, mając na uwadze też dramatyczne wydarzenia, których dopuściła się armia jugosłowiańska w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995 i chcąc zapobiec kolejnej masakrze ludności cywilnej i wojnie, otwarcie groziło użyciem sił i nalotami, w celach pokojowych. Po tym jak przedłużające się rozmowy pokojowe w Rambouillet nie przyniosły skutków, i mimo podpisania porozumienia przez kosowskich Albańczyków, Serbowie nie podpisali traktatu pokojowego, sugerując, że zezwolenie na wprowadzenie do Jugosławii kontyngentu NATO jest niemal równoznaczne z okupacją, podjęto decyzję o rozpoczęciu akcji militarnej.

Operacja Allied Force rozpoczęła się 24 marca 1999 roku i trwała 78 dni. Odbyła się bez autoryzacji ONZ i według wielu prawników stanowiła naruszenie suwerenności Jugosławii (była to jedyna w historii NATO operacja zorganizowana bez zgody ONZ). Według Serbskich źródeł w wyniku bombardowań zginęło wówczas 2500 cywilów, w tym 89 dzieci. Obrażenia poniosło aż 6000 cywilów, w tym 2700 dzieci źródło. Podczas bombardowań używano też pocisków ze zubożonym uranem, którego promieniowanie do dziś jest tam odczuwalne. Według wielu właśnie ten fakt sprawia, że Serbia przoduje w zachorowaniach na nowotwory.

Dla kosowskich Albańczyków operacja ta była akcją humanitarną, powodem do radości i rocznicę bombardowań obchodzą z dumą i wdzięcznością. Dla nas, zachodniego świata, to operacja pokojowa, która zaprowadziła porządek na Bałkanach i nie doprowadziła do masakry ludności mieszkającej w Kosowie. A dla przeciętnych Serbów? Dla osób, które nie interesowały się polityką, które nie wiedziały co dokładnie dzieje się w Kosowie, dla osób, które dziś są w moim wieku, a wówczas beztrosko chodziły do szkoły, po czym przez dwa miesiące z płaczem i strachem ukrywały się w schronach? Jak odbierają to setki osób, które każdego roku otrzymują diagnozę nowotworu? Dla Serbów tamta sytuacja jest niewybaczalna, uważają tą interwencję za bezprawną, nielegalną, niezgodną z prawem międzynarodowym. Bo wojna przeciw polityce, przekształciła się wówczas w wojnę przeciw zwykłym ludziom. To cywile odczuli to najbardziej, a wielu z nich do dziś mierzy się przez to z traumą. NATO to w głowach wielu Serbów najgorszy agresor współczesnego świata. Przy okazji warto dodać, że rząd Rosji był wówczas bardzo przeciwny operacji Allied Force. Kiedy zachód wprowadzał sankcje na Jugosławię, za mordy cywilów w Kosowie, Rosja nie reagowała i twierdziła, że to problemem wewnętrzny Jugosławii. Kiedy zaś bombardowania się zakończyły, Rosja orzekła, że było to ludobójstwo oraz nigdy nie uznała niepodległości Kosowa. I tu mamy klucz do zrozumienia dzisiejszego spojrzenia Serbów – to właśnie w tamtym momencie zarysowała się narracja, którą dziś powtarza się ciągle w Serbii. To wtedy zrozumiano, kto jest dobry a kto zły i kogo trzeba wspierać, a kto tylko chce zdominować świat.

Natalia Stawarz, analizując tę sytuację, pisze o operacji NATO z jeszcze jednego punktu widzenia, bardzo popularnego w Serbii: Wydaje się, że prawdziwego powodu operacji „Allied Force” można doszukiwać się w rywalizacji między siłami USA i Rosji. Przyczyny ataku na Jugosławię można więc tłumaczyć jako akt uzmysłowienia Rosji jej słabości, zarówno pod względem militarnym, gospodarczym jak i politycznym. Zwłaszcza, że Rosja miała odmienną wizję rozwiązania konfliktu w byłej Jugosławii i Kosowie. W tym przypadku Serbowie stali się kozłami ofiarnymi polityki militarnej wielkich mocarstw.źródło

Opinie

Serbowie podchodzą z dużym dystansem do doniesień z Ukrainy, a informacje które czytają, wywołują w nich często poczucie niesprawiedliwości i niezrozumienia. Nie rozumieją, dlaczego świat nie zareagował na odebranie im Kosowa, a teraz wszyscy stają w obronie jedności terytorialnej Ukrainy. Obrazy wojny wywołują w nich współczucie, bo doskonale wiedzą z jakim cierpieniem się to wiąże, ale jednocześnie wraca poczucie niesprawiedliwości – dlaczego wszyscy pomagają Ukraińcom, współczują im, ślą pomoc, a o Bałkanach lat dziewięćdziesiątych nikt nie pamiętał? Pojawiają się pytania o to, skąd podwójne standardy. Trzeba też zaznaczyć, że serbskie media powiązane z rządem (czyli niemal wszystkie), przemycają w swoich treściach dość dużo prorosyjskiej propagandy. Jako główny powód wybuchu wojny uznaje się w Serbii obronę Rosji przed groźbami NATO oraz wzrostem potęgi sojuszu. A skoro to obrona przed NATO, czyli tym co dla Serbów najgorsze, to Rosja według wielu Serbów ma po prostu prawo się bronić…

Oczywiście opinie są różne, bo tak jak wszędzie, ludzie są różni. I z Serbii do Ukrainy także płynie wiele głosów współczucia i wsparcia! I przede wszystkim większość osób jest zgodna w jednej kwestii – wojna zawsze jest zła i niepotrzebna.

Rząd, media i propaganda

Aby zrozumieć jak działają współczesne serbskie media, serdecznie polecam przesłuchanie podcastu Działu Zagranicznego – odcinek 116, gdzie gościem jest Marta Szpala. Wynika z niego przede wszystkim, że ponad 90% serbskich mediów jest pod wpływami rządzących, którzy bezkarnie mogą siać w nich swoją propagandę.  

Niezbyt wysoki poziom mediów w Serbii potwierdzają też różne badania dotyczące wolności mediów i obiektywizmu.

Do 3 kwietnia, czyli do wyborów prezydenckich, serbskie media niemal jednoznacznie przedstawiały sytuację w Ukrainie – powielano treści o zabitych przez Ukraińców dzieciach w Donbasie, o konieczności operacji specjalnej i o niebezpieczeństwie ze strony NATO. Po tym, jak Aleksandar Vučić wygrał wybory, powoli zmienia front, bojąc się sankcji wymierzonych w Serbię ze strony UE (bo np. Serbia to nadal jedyny europejski kraj, który utrzymuje połączenia lotnicze z Rosją!). Prezydent zaczął nawet wspominać, że niewykluczone, iż będzie musiał wprowadzić sankcje wobec Rosji, bo tego oczekują zagraniczni partnerzy. A gdyby kraje partnerskie Unii Europejskiej zbojkotowały Serbię i zerwały współpracę gospodarczą, w Serbii mógłby zapanować „wielki głód”. źródło

Jak wyglądała sytuacja przed wyborami? Serbia była jednym z ostatnich krajów Europy, który nie potępił ataku Rosji na Ukrainę. Właściwie do tej pory tego nie zrobił, jednak po trzech sesjach Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w końcu oświadczono, że Serbia szanuje integralność terytorialną każdego kraju. Tyle. Postawę prezydenta skomentowano nawet w UE, kiedy to Viola von Cramon napisała na Twitterze, że Serbia nie może siedzieć nadal na dwóch krzesłach (czyli utrzymywać dobrych stosunków i z Europą zachodnią i z Rosją). Vučić jednak upierał się, że chce pozostać neutralny. Jednak jeśli przez „neutralność” rozumiemy brak krytyki i potępienia wobec agresora, możemy stwierdzić, po czyjej stronie tak właściwie opowiada się tu serbski prezydent… Dodatkowo, w Serbii nadal nie zablokowano takich rosyjskich portali jak Sputnik czy Russia Today, dzięki czemu rosyjska propaganda wylewa się wręcz na mediach społecznościowych. I mimo, że serbskie społeczeństwo jest w większości prorosyjskie i w oparciu o pierwsze doniesienia serbskich mediów, niepotępiające rosyjskiej agresji na Ukrainę, to serbski prezydent po wygranych wyborach powoli zaczął zmieniać swój sposób wysławiania się, z obawy przed „wielkim głodem” (czyli tak naprawdę z obawy przed brakiem wszelkich dofinansowań z EU). A kiedy 7 kwietnia odbyło się głosowanie w sprawie zawieszenia Rosji w Radzie Praw Człowieka, Serbia zagłosowała „za”, co ocenia się za wielką zmianę postawy tego kraju.

Prezydent, czyli ten, który mówi w imieniu Serbów

Aleksandar Vučić 3 kwietnia tego roku został wybrany na drugą kadencję sprawowania prezydentury w Serbii. Jest prezydentem od 2017 roku oraz przewodniczącym Serbskiej Partii Postępowej. To ważna postać, z ciekawą historią. W latach 1998-2000 był ministrem informacji, zajmował się cenzurą, propagandą, właściwie zablokował wolność mediów w ówczesnej Jugosławii. Blokował zagraniczne telewizje. Znajdował się nawet na oficjalnej liście osób niepożądanych w Unii Europejskiej. Był też jednym z głównych celów trzeciej fazy ataków NATO, jako osoba odpowiedzialna za szerzenie nacjonalistycznej propagandy i blokowanie dostępu do rzetelnych informacji. W dzień ataku na belgradzką telewizję, spóźnił się jednak do pracy. źródło Po czasie twierdził, że odszedł od poglądów nacjonalistycznych, a w 2014 roku oficjalnie przeprosił za swoje zachowanie i opowiedział się za polityką proeuropejską. Dziś lawiruje pomiędzy tą europejskością, a żalem do NATO i uwielbieniem Rosji, a ostatnio zasłynął tym, że podczas swojej kampanii prezydenckiej naprawdę wyskakiwał z lodówki.

To bardzo ciekawa postać z nietypową przeszłością. Wygrał jednak po raz kolejnych w wyborach prezydenckich, cieszy się więc całkiem sporym zaufaniem społeczeństwa. Co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, zaufaniem cieszą się także państwowe media. Jakiś czas temu usłyszałam od całkiem bliskiej mi osoby, Serbki, bardzo dobrze wykształconej (ostatni rok specjalizacji psychiatrii), znającej język niemiecki, że z ciekawości obserwowała jak obecna sytuacja Rosja – Ukraina przedstawiania jest w Niemczech. Doszła do wniosku, że to skandaliczne jak duża cenzura panuje w Unii Europejskiej. Stwierdziła, że serbskie media są obiektywne, ponieważ pozwalają na emitowanie wywiadów z Rosjanami, analizuje się rosyjskie uzasadnienia, pokazuje fragmenty rosyjskich programów. Generalnie stwierdziła, że w Serbii można poznać obie strony konfliktu, a w Unii Europejskiej o krzywdzie Rosji wcale się nie mówi! I jej wypowiedź to nadal dla mnie wielki szok.

Pieniądze – oczywiście pieniądze!

No właśnie! Pieniądze – i one mają tu znaczenie. Dziś powiązania serbsko-rosyjskie, to nie tylko historyczna fascynacja i dług wdzięczności, ale także interesy. Serbia, mimo że ma złoża gazu, pozyskuje tylko niecałe 15% z własnych źródeł. Resztę dostarcza im Rosja. Ich ostatni kontrakt, wynegocjowany z końcem 2021 jest bardzo korzystny i Vučić szczyci się tym, że kupuje gaz po najniższej cenie w regionie. Prezydent Serbii niejako uzależnił się od Rosji, wchodząc z Putinem w 2008 roku w interesy, które nie do końca powiodły się po jego myśli. Wtedy rosyjski Gazprom poniżej ceny rynkowej zakupił większościowe udziały w serbskiej narodowej spółce naftowo-gazowej NIS. Belgrad miał nadzieję na wdzięczność ze strony Kremla, oczekiwał gwarancji „ochrony” dla serbskich dążeń wobec Kosowa, obrony serbskiej wizji na szczeblu ONZ oraz, że Gazociąg Południowy będzie przebiegał przez Serbię. Projekt tego gazociągu jednak wstrzymano, zajęto się TurkStream, a Serbia tylko czeka… Udziały w NISu to z resztą nie wszystko! W 2008 roku za 400 milionów euro władze Serbii sprzedały Rosji budynki spółki naftowo-gazowej w Belgradzie, Nowym Sadzie, rafinerię w Pančevie, Nowym Sadzie i Elemirze, 497 stacji benzynowych, 1600 wewnętrznych stacji benzynowych i 44 składy nafty, zbiorniki na paliwa płynne o łącznej pojemności 18 250 ton, około 10 000 m kwadratowych powierzchni sprzedażowej przeznaczonej na olej silnikowy, udziały w innych spółkach, złoża naftowe w Wojwodinie i koncesję na złoża naftowe w Angoli. źródło A w zamian otrzymali przede wszystkim kontrakt na rosyjski gaz w przystępnej cenie i wzajemną rosyjsko-serbską miłość. Opłacało się?

Serbowie

Podejście Serbów wzbudzało swego czasu wiele kontrowersji i komentarzy. Stąd powyższe (mimo że obszerne, to zdecydowanie i tak bardzo ogólne) wytłumaczenie skąd serbska prorosyjskość. Mówiąc jednak o Serbach trzeba zrozumieć jeszcze jedną rzecz – Serbowie nie zamieszkują tylko Serbii! I właśnie dlatego, aby przejść do stanowiska Czarnogóry wobec agresji Rosji na Ukrainę, trzeba najpierw poznać serbskie podejście do tej sprawy. Serbowie zamieszkują m.in., oprócz Serbii, Republikę Serbską będącą jedną ze składowych Bośni i Hercegowiny oraz Czarnogórę. W 2011 roku prawie 30% mieszkańców Czarnogóry zadeklarowało, że ich narodowość jest serbska. Po raz kolejny przypomnę też wyniki czarnogórskiego referendum z 2006 roku. Wówczas spośród ponad 400 tysięcy osób, które wzięły udział w głosowaniu, za odłączeniem się od Serbii opowiedziało się 55,5% głosujących. Pozostałych 44,5% utożsamiało się z krajem Serbia i Czarnogóra. Przechodząc więc do obecnej sytuacji w Czarnogórze, trzeba mieć na uwadze fakt, że społeczeństwo jest tam podzielone, co najmniej 30% mieszkańców jest bardzo proserbskich i regularnie śledzą serbskie media, z których czerpią wiedzę.

Czarnogóra

Sytuacja polityczna w Czarnogórze wygląda inaczej niż w Serbii. Czarnogóra w 2017 roku stała się oficjalnie krajem członkowskim paktu NATO, a od 2010 roku posiada status kandydata do Unii Europejskiej. Przekaz medialny, jak i główne stanowisko polityków rządzących, jest zbieżne z retoryką państw zachodu. Wszystkie sankcje, które Unia Europejska wprowadziła wobec Rosji do 15 marca, były także wprowadzane w Czarnogórze. Kolejny pakiet sankcji Czarnogóra wprowadziła 8 kwietnia. Od razu po wybuchu wojny, rząd w Podgoricy wygospodarował także 50 tysięcy euro na pomoc Ukrainie. Czarnogórski Czerwony Krzyż otworzył specjalną linię telefoniczną dzięki której można zadeklarować wpłatę na rzecz pomocy Ukraińcom. źródło Z początkiem marca czarnogórski rząd zorganizował lot humanitarny do Moskwy, dzięki któremu wszyscy Czarnogórcy przebywający w Rosji, którzy nie chcą dalej wspierać tego kraju, mogli wrócić do ojczyzny. źródło

Prezydent Czarnogóry jest jednak dość ostrożny w słowach, w związku z silnym partnerstwem gospodarczym Rosji i Czarnogóry. Swego czasu o Budvie mówiło się przecież mała Moskva, i tak, to prawda – Rosjan w Czarnogórze jest naprawdę wielu. Mieszkańcy Rosji kochają spędzać swoje wakacje nad Adriatykiem i na wybrzeżu Zatoki Kotorskiej. Milo Đukanović, który jest prezydentem Czarnogóry, stwierdził jednak, że jako członek ONZ oraz NATO, jego kraj musi mieć oficjalny status pokrywający się z ogólną retoryką tych światowych organizacji i potępił zachowanie Rosji. Powiedział zdecydowanie, że nie może dopuścić do tego, aby Czarnogóra była portem przyjaznym rosyjskim oligarchom, szukającym schronienia i że priorytetem w ocenie tej sytuacji, musi być zwrócenie uwagi na niesprawiedliwą agresję Rosji na Ukrainę. Dodał jednak, że mowa tu cały czas o konkretnej sytuacji, a nie o ogólnych stosunkach między krajami. Wyraził żal w związku z tym, że Czarnogóra znalazła się na liście krajów nieprzyjaznych Rosji i wspominał w swoim wywodzie, jak w 2011 roku obchodzono hucznie rocznicę trzystu lat pozytywnych wzajemnych stosunków dyplomatycznych i współpracy gospodarczej. Prezydent wyraził nadzieję na pozytywne stosunki w przyszłości i zwrócił się do mieszkańców mówiąc, że ma nadzieję, iż sytuacja ta nie wpłynie znacząco na ruch turystyczny oraz że wszyscy mają pamiętać, że Czarnogóra nie zawiniła! Ten mały bałkański kraj z wielkiego przyjaciela Rosji, stał się miejscem nieprzyjaznym tylko i wyłącznie ze względu na złe decyzje Kremla, które zdecydowanie trzeba potępić. źródło

Mieszkańcy Czarnogóry

W Czarnogórze mieszkają osoby zgadzające się zdecydowanie ze zdaniem rządzących, jak i osoby skrajnie popierające stanowisko Serbii. To kraj, w którym jednego dnia zorganizowana była wielka akcja pomocy humanitarnej dla Ukrainy, kiedy to mieszkańcy mogli przynosić żywność i odzież do Ambasady Ukrainy w Podgoricy, oraz w tym samym czasie… odbywał się wielki wiec i marsz poparcia dla działań Rosji. Tak, Belgrad to nie jedyne miejsce, w którym odbyły się prorosyjskie manifestacje. To samo miało miejsce w Podgoricy i Nikšiću. Podczas manifestacji przede wszystkim krzyczano, że sytuacja, która obecnie dzieje się w Ukrainie, to amerykańska prowokacja i Ukraina jest kozłem ofiarnym, jak niegdyś Serbia. źródło

Oczywiście nie jest to oficjalne stanowisko większości Czarnogórców. Właściwie to mieszkańcy Czarnogóry nie angażują się w tą sytuację aż tak bardzo i nie mówią o niej tyle, ile Polacy. Oczywiście – większość z nich zaangażowała się (zazwyczaj jednorazowo) w pomoc finansową i humanitarną dla Ukrainy oraz często powtarza się tutaj, że wojna jest zła i niepotrzebna. Pamiętajmy jednak o tym, że im dalej od granicy danego państwa toczy się spór, tym mniej wywołuje on emocji. Czarnogórcy obecnie bardziej zwracają uwagę na rosnące ciągle ceny żywności, paliwa i strach przed złym sezonem turystycznym. Czy są ignorantami? Uważam że nie. Przecież my w Polsce też nie angażowaliśmy się tak intensywnie w inne wojny, które cały czas toczą się na świecie. Ukraina to nasz sąsiad, a dla Czarnogóry to jeden z odległych europejskich krajów. Co więcej, Czarnogórcy właściwie nie rozumieją o co w tym konflikcie chodzi. W Czarnogórze żyje wielu Rosjan i Ukraińców, którzy przyjaźnią się, zazwyczaj spędzają czas razem i obchodzą różne święta we wspólnym gronie. Funkcjonują tu agencje turystyczne, np. R Tours, które zajmują się rynkiem rosyjskojęzycznych krajów byłego Związku Radzieckiego. Działają tu więc agencje i sieci hoteli, które przyjmują niemal samych Gości z Ukrainy, Białorusi i Rosji. Ukraińcy, którzy spędzali tu wakacje, nierzadko od razu szukali przewodników i atrakcji w języku rosyjskim, wiedząc że ukraiński jest dość niszowy. Jednym zdaniem – Rosjanie i Ukraińcy kojarzą się Czarnogórcom jako narody zaprzyjaźnione i ze sobą i z Czarnogórą. Sytuacja, którą obecnie obserwują w mediach z jednej strony całkowicie ich zaskakuje, z drugiej kojarzy się z wojną w byłej Jugosławii, kiedy to walczyły ze sobą narody żyjące do niedawna ze sobą w zgodzie, a z trzeciej strony wprawia w lekki dystans. Czarnogórcy twierdzą, że niestety to tylko jedna z wojen toczących się na świecie, że zło jest też w innych miejscach, a oni muszą zająć się swoimi bieżącymi problemami, ponieważ koszty życia nierzadko przewyższają już ich dochody.

Dominuje tu też duży strach w związku ze złym sezonem turystycznym. Goście z Rosji i Ukrainy stanowili w 2021 roku prawie 16% wszystkich przybywających tu turystów, spędzając łącznie ponad 2 miliony nocy w Czarnogórze, co stanowi ponad 21% wszystkich sprzedanych noclegów. Przychód z ich obsługi wynosił około 150 milionów euro. Brak takiej grupy turystów (oraz dodatkowo Białorusinów, którzy nie są uwzględnieni w statystykach) powoduje dość duży strach wśród hotelarzy. źródło

Jeszcze inną kwestią jest fakt, że wielu Ukraińców i Rosjan tu mieszka. I ich zdania też są podzielone na ten temat. Znam Rosjan, którzy sprowadzają do Czarnogóry Ukraińców i pomagają im wynająć tu mieszkania, a znam też takich, którzy śledzą na bieżąco rosyjskie doniesienia medialne na niezablokowanych kanałach i uparcie twierdzą, że tylko Rosja mówi prawdę, a czarnogórskie media poddały się zachodniej propagandzie. Znam również Ukraińców mających poglądy prorosyjskie (znam oczywiście i tych, którzy od Rosjan chcą się trzymać z daleka). I kiedy na to wszystko patrzą Czarnogórcy, którzy nie do końca rozumieją sytuację, tym bardziej stwierdzają, że nie chcą angażować się w ten spór i nie są w stanie wypowiedzieć się na temat tego konfliktu. Do Czarnogóry od początku wojny przybyło ponad 7 tysięcy Ukraińców źródło, jednak nie są to tacy uchodźcy jakich obserwujemy w Polsce. Do Czarnogóry przyjeżdżają głównie osoby, które mają tu rodziny, lub swoje domy letniskowe. Często są to osoby majętne, które nie wypowiadają się na temat wojny, przyjechały po prostu spokojnie żyć. Spośród tych ponad 7 tysięcy osób, tylko 400 zgłosiło się do Czarnogórskiego Czerwonego Krzyża z prośbą o pomoc. źródło Pozostałe osoby mają tu swoje domy i nie potrzebują żadnego wsparcia finansowego.

Obraz wojny i uchodźców są tu całkiem inne niż w Polsce. Odmienne są też realia – przeciętny Czarnogórzec pracuje przede wszystkim sezonowo w turystyce, a po dwóch latach pandemii ma ogromne problemy finansowe. Mieszkańcy Bałkanów zachodnich doskonale też pamiętają rozpad Jugosławii i tutejszą wojnę. Wszyscy jednoznacznie mówią, że wojna zawsze jest zła i niepotrzebna, jednak nie chcą wchodzić w zbyt długie rozmowy o polityce, zwłaszcza odległych im krajów. Mimo że Czarnogórcy nie niosą tak dużej pomocy Ukraińcom jak Polacy, ich rząd stanął na wysokości zadania. Wszyscy czekają tu na pokój, niektórzy ze względu na współczucie Ukraińcom, inni ze względu na zbyt gwałtowny wzrost cen i strach przed wielkim kryzysem. Motywacje są różne, ale wszystkich tu łączy wizja pokoju.

Więcej tematów kulturowo-politycznych? Zapraszam do tekstu o podziałach religijnych, Serbskiej Cerkwi Prawosławnej i Czarnogórskiej Cerkwi Prawosławnej

I co z tego wynika?

Dajcie znać! Czy ten tekst pomógł Wam zrozumieć prorosyjskie nastroje wśród Serbów?

Nie chciałam tworzyć tekstu pseudonaukowego dotyczącego polityki i historii, ale nie jestem pewna, czy mi się to udało. Kontekst jest tu tak ważny, że trudno było całkowicie pominąć niektóre kwestie. Nie chciałam też być całkowicie obiektywna – przyznaję się do tego. Dla nas, dla świata zachodniego, bombardowanie Serbii w 1999 roku było walką o wolność i o prawa mieszkańców ludzi mieszkających w Kosowie. Nie uczymy się zbyt wiele o tym wydarzeniu, nie mówimy o nim, myślimy, że przecież tak musiało być. Kiedy jednak słucham moich znajomych, którzy stracili wtedy bliskich z rodziny, którzy obecnie są nieuleczalnie chorzy (zdaniem lekarzy ze względu na promieniowanie po bombardowaniu), to w sumie uważam, że ich uprzedzenia nie są bezpodstawne, że nie mam prawa ich w pełni oceniać, bo sama nie wiem, jak bym się zachowała w ich sytuacji. Nie wiem też, jakie miałabym stanowisko w tej sytuacji, gdyby niemal wszystkie media, które śledzę, ukazywały ten spór jednoznacznie, twierdząc że Rosja się broni. Tak naprawdę mieszkańcy Serbii żyją w ciągłej propagandzie, prawie jak osoby mieszkające w Rosji. Trudno nam sobie to wyobrazić, ale pamiętajmy, że kłamstwo potwarzane setki razy, w końcu dla wielu staje się prawdą.

I jest jeszcze jedna rzecz, której nie chciałam, a właściwie której bym nie chciała. Nie chciałabym, żebyście zniechęcili się do Czarnogóry. Jeśli planowaliście spędzić tam wakacje, zróbcie to! Coraz częściej czytam komentarze dotyczące dobrych relacji czarnogórsko-rosyjskich i tego, że duża część zlokalizowanych w Czarnogórze hoteli, jest w posiadaniu Rosjan. To prawda. Jednak, znaczącą częścią tych obiektów zarządzają Czarnogórcy. Właściwie wszyscy pracownicy turystyki to Czarnogórcy. To osoby, które pracują sezonowo, które od dwóch lat ledwo wiążą koniec z końcem i czekają na koniec pandemii, by w końcu znów zarobić normalne pieniądze. Pamiętajmy o tym, że zdecydowana większość Czarnogórców pracuje tylko sezonowo, a przeciętna pensja wynosi tam około 530 euro brutto. źródło Sezon 2022 jest dla nich sezonem wyczekanym, popandemicznym, nie rezygnujmy więc z podróży do tego kraju, ze względu na to, że można spotkać tam Rosjanina! Z resztą mam też nadzieję, że udało mi się pokazać, że Czarnogórcy wcale aż tak bardzo nie kochają Rosji, jak mogłoby się wydawać (czyli tak jak Serbowie, których prorosyjska miłość ma źródło nie tylko w historii, ale też wielkich utopionych pieniądzach).

Zapraszam więc na czarnogórskie wakacje! Na zdjęciu Tivat.

Więcej w temacie reakcji Serbii na wojnę w Ukrainie? Polecam m.in. artykuł Marty Szpali Serbia wobec Rosji – przedwyborcza gra na czas i blog Nasza Serbia, zwłaszcza artykuł Wojna w Ukrainie. I znów świat nienawidzi Serbów oraz sekcję Wiadomości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry